Sama w wielkim mieście
Hejka, witam!
Jako, że nie mam co ze sobą zrobić, bo pogoda nie dopisuje, opowiem jak przebiegła moja przeprowadzka i trochę nowinek z samotnego, samodzielnego życia.
Przyjechałam do Poznania we przedwczoraj, rozpakowałam się, poszłam na zakupy i dokończyłam 3. sezon Arrow'a. Chciałam poznać miasto, ogarnąć sprawy uczelniane i nauczyć się korzystać z tramwajów. Niestety warunki atmosferyczne nie pozwalają na komfortowe chodzenie i zwiedzanie, a do najbliższego punktu obsługi, w którym mogłabym wyrobić kartę PEKA, mam ponad 3 kilometry w jedną stronę. Dla osoby, która żyła w miasteczku wielkości Cytadeli - największemu parkowi w Poznaniu, używanie komunikacji miejskiej nie wychodzi za dobrze. Nigdy w swoim 19-letnim życiu nie jechałam tramwajem, a ogarnięcie jak działa ten cud techniki, byłoby bardzo pomocne, szczególnie jak się ma przystanek pod blokiem.
Siedzę, więc w domu, nudząc się. Nie było by sensu też zatrudniać się gdzieś, gdyż za tydzień planuję wrócić do rodzinnych stron, by móc pojechać na Święto Miodu i Wina w Przemkowie. To jedyne takie wydarzenie w roku, na które bardzo lubię jeździć razem z rodzinką. Wątpię, że przez pierwszy semestr będę gdzieś pracować, nie wiem czy na samym początku pogodziłabym naukę i pracę, więc na razie skupie się na szkole.
Mieszkanie z trzema obcymi osobami jest dziwne. Z racji takiej, że jestem przyzwyczajona do mieszkania z siostrą, smutno mi trochę samej siedzieć samej i nie mieć do kogo się odezwać, bo współlokatorki są w pracy.
Całe przygotowywanie posiłków też jest dość irytujące, trzeba dokładnie zaplanować kilka dni wcześniej, by nie biegać co chwile do sklepu.
Pakowanie przebiegło niemal w 100% pomyślnie. Zapomniałam jedynie kurtki przeciwdeszczowej i nie pomyślałam o ścierce do kuchni, żeby mieć w co wytrzeć ręce. Zmieściłam się w 4 pudełkach i dwóch torbach i osobno miałam też koc na łóżko. Nie wiem czy to moje torby są jakieś małe, czy to raczej ja chciałam zabrać za dużo ubrań, ale nie spodziewałam się sytuacji, w której musiałam rezygnować z ciepłych bluz na rzecz ręczników. Myślę na zakupem pojemników na cukier, sól i herbatę i tacki, żeby móc ładnie poukładać wszystko w szafce w kuchni. Życie na torebkach nie jest za przyjemne i żywność może ulec przedwczesnemu rozpadowi.
To chyba tyle z pierwszych wrażeń.
Mam nadzieje, że pogoda się poprawi, przeszłabym się pod mój uniwersytet, by znaleźć najlepszą i najszybszą drogę do niego.
Także do zobaczenia ^^
Szpakuś
Jako, że nie mam co ze sobą zrobić, bo pogoda nie dopisuje, opowiem jak przebiegła moja przeprowadzka i trochę nowinek z samotnego, samodzielnego życia.
Przyjechałam do Poznania we przedwczoraj, rozpakowałam się, poszłam na zakupy i dokończyłam 3. sezon Arrow'a. Chciałam poznać miasto, ogarnąć sprawy uczelniane i nauczyć się korzystać z tramwajów. Niestety warunki atmosferyczne nie pozwalają na komfortowe chodzenie i zwiedzanie, a do najbliższego punktu obsługi, w którym mogłabym wyrobić kartę PEKA, mam ponad 3 kilometry w jedną stronę. Dla osoby, która żyła w miasteczku wielkości Cytadeli - największemu parkowi w Poznaniu, używanie komunikacji miejskiej nie wychodzi za dobrze. Nigdy w swoim 19-letnim życiu nie jechałam tramwajem, a ogarnięcie jak działa ten cud techniki, byłoby bardzo pomocne, szczególnie jak się ma przystanek pod blokiem.
Siedzę, więc w domu, nudząc się. Nie było by sensu też zatrudniać się gdzieś, gdyż za tydzień planuję wrócić do rodzinnych stron, by móc pojechać na Święto Miodu i Wina w Przemkowie. To jedyne takie wydarzenie w roku, na które bardzo lubię jeździć razem z rodzinką. Wątpię, że przez pierwszy semestr będę gdzieś pracować, nie wiem czy na samym początku pogodziłabym naukę i pracę, więc na razie skupie się na szkole.
Mieszkanie z trzema obcymi osobami jest dziwne. Z racji takiej, że jestem przyzwyczajona do mieszkania z siostrą, smutno mi trochę samej siedzieć samej i nie mieć do kogo się odezwać, bo współlokatorki są w pracy.
Całe przygotowywanie posiłków też jest dość irytujące, trzeba dokładnie zaplanować kilka dni wcześniej, by nie biegać co chwile do sklepu.
Pakowanie przebiegło niemal w 100% pomyślnie. Zapomniałam jedynie kurtki przeciwdeszczowej i nie pomyślałam o ścierce do kuchni, żeby mieć w co wytrzeć ręce. Zmieściłam się w 4 pudełkach i dwóch torbach i osobno miałam też koc na łóżko. Nie wiem czy to moje torby są jakieś małe, czy to raczej ja chciałam zabrać za dużo ubrań, ale nie spodziewałam się sytuacji, w której musiałam rezygnować z ciepłych bluz na rzecz ręczników. Myślę na zakupem pojemników na cukier, sól i herbatę i tacki, żeby móc ładnie poukładać wszystko w szafce w kuchni. Życie na torebkach nie jest za przyjemne i żywność może ulec przedwczesnemu rozpadowi.
To chyba tyle z pierwszych wrażeń.
Mam nadzieje, że pogoda się poprawi, przeszłabym się pod mój uniwersytet, by znaleźć najlepszą i najszybszą drogę do niego.
Także do zobaczenia ^^
Szpakuś
Komentarze
Prześlij komentarz